[ Pobierz całość w formacie PDF ]

poklepać Deka i Mala.
- Czy ten mężczyzna na zdjęciu to mój dziadek? - zapytałam.
płasko na łuskowatej skórze. Trudno stwierdzić, czy to znaczyło  tak", czy  nie", ale jedno było
jasne Zee nic nie powiedział. Raw i Aaz spuścili wzrok, ich małe pazury wbiły się w drewnianą
podłogę, a kolce położyły - to kolejny
temat, którego nie należało poruszać. Zbyt wiele zakazanych tematów jak na jeden wieczór.
Spojrzałam na nich ostro. Podeszłam do drzwi. Otworzyłam je.I po drugiej stronie zobaczyłam
demona.
Rozdział 5
Moja matka powiedziała kiedyś:  Spodziewaj się niespodziewanego, bo niespodziewane prawie
na pewno będzie się spodziewało ciebie".Demon był wyższy niż framuga drzwi. Aż mnie bolała
szyja od zadzierania głowy. Miał na sobie pelerynę, która się wzdymała i falowała, chociaż
powietrze w korytarzu stało nieruchome. Materiał - jeśli to materiał - uderzał w jego ciało tak
gwałtownie, jakby dookoła szalał huragan. W fałdach dostrzegłam cienie, bezdenne, niekończące się
-niczym lochy, gdzie uwięziono dusze.
Kapelusz z szerokim rondem nasunięty nisko na oczy zasłaniał twarz demona. Widziałam tylko
trochę białej się i przeplatały niczym węże.skóry, spiczasty podbródek i długą, męską kreskę warg.
Czarne włosy sięgały poza linię szczęki. Ich koniuszki wiły
Temperatura jego wzroku przeszywała mnie z niebywałą siłą.Dłonie niewidoczne. Oczy ukryte w
cieniu kapelusza, ale czułam na sobie jego spojrzenie. Paliło mnie w twarz.
Zakręciło mi się w głowie. Minęło dużo czasu. Większość znanych mi demonów należała do
kategorii duchów wcielonych w ludzkiego żywiciela. Miały tyle cielesności co cuchnący oddech. Te
prawdziwe, z krwi i kości, pojawiały wiele kręgów, przez więzienne pierścienie. Do zdobycia
wolności potrzeba mocy. I dużo determinacji. A to znaczy, że się rzadko. Trudniej im się przedostać
przez zasłonę. Muszą znalezć w niej rozłam. Ale najpierw przedrzeć się przez te demony, którym
udało się wydostać, to
Jednak ja i chłopcy kilku takim stawiliśmy czoło. Niektórzy z nich żyli na ziemi od wieków,
głównie w ukryciu. Aż jak powiedziałaby matka - wredne skurczybyki. do chwili, gdy nasze ścieżki
się przecięły. Nie sposób się dowiedzieć, ilu uciekinierów kręci się po ziemi. To w końcu duży
świat. I tylko jedna Tropicielka.
24
Cofnęłam się i zatrzasnęłam drzwi. Jakby to mogło mnie ocalić. Stałam ze wzrokiem wbitym w
drzwi. Spodziewałam się, że demon się przez nie przedrze. Myślałam, że chłopcy zewrą szeregi, ale
oni też tylko się gBez ruchu. Z oczami wielkimi jak spodki. apili.
- Zee - syknęłam.
- Maxine - odpowiedział.podłogę. Kolce na plecach najeżyły im się z klekoNie potrafiłam
rozszyfrować jego miny. Uszy położył płasko na szczeciniastej czaszce. Raw i Aaz wbili pazury w
tem i zrówna się ich samobójstwu. Chłopcy żyli tylko dlatego, że ja żyłam. To miało ich dodatkowo
zachęcać do walki po adygotały gwałtownie. Moja krew to ich krew. Moja śmierć mojej stronie. To
coś wykraczało poza granice przyjazni. Czy lojalności.
- Zee - powtórzyłam.
- Otwórz drzwi - wyszeptał.
- Chcesz nas wszystkich pozabijać?
- Nigdy, Maxine.
- Nie masz racji.
W jego głosie zabrzmiał wrzący gniew. Nie skierował się przeciwko mnie. Tyle wyczuwałam.
Czułam smak Nigdy - warknął.prawdy. Chłopcy nigdy nie wyprowadzili mnie w pole.
Serce waliło mi jak młotem. Otworzyłam drzwi. Demon zniknął.stopnie. Chłopcy przemykali się za
mną szybko, w cieniu. Zniknęli zupełnie, gdy wybiegłam na ulicę i wpadłam na Postanowiłam nie
marnować czasu. Z tupotem popędziłam korytarzem i schodami na dół. Brałam po trzy świerzbiła.
Czułam ucisk w żołądku i gulę w gardle. Stałam się wyraznie widocznym, ruchomym celem.grupkę
ludzi, którzy właśnie wychodzili z restauracji obok. Nie zwracałam uwagi na ich krzyki. Skóra mnie
W nogi, Maxine. W nogi.
Biegłam, uciekałam, potykałam się. Zmierzałam do zaparkowanego na tej samej ulicy dżipa.
Miałam niejasny Bardzo liczyłam na to, że chłopcy mi pomogą.plan. Chciałam wyprowadzić stąd
demona. Znalezć jakieś wysoko położone miejsce. Odizolowane. Z dala od ludzi. głowie.
Odwróciłam się i zobaczyłam, jak coś ciemnego wbija się w chodnik. Aż skruszył się beton. Jakby
pękło Dotarłam już do dżipa, gdy Dek i Mai syknęli mi do ucha. Zawahałam się. Powietrze
zafalowało przy mojej tysiąc kręgosłupów naraz. Spojrzałam w dół i zobaczyłam stopy niczym noże;
dosłownie
- ostrza albo pazury zakoń-czone ostrzami. Długimi, prostymi, lśniącymi srebrzyście. Demon stanął
jak tancerz, który wszedł na pointy, i zrobił krok do przodu. Stopy zastukały i rozcięły chodnik.
Głowę nadal miał schyloną, a jego peleryna połyskiwała niczym ciemna woda.
Miał gładki, ciepły głos - Tropicielko - wyszeptał. - Tyle czasu... - pocałunek lawy, wolna kąpiel
w płynnym ogniu. Nie mogłam oderwać wzroku od jego małych, idealnych ust, które ledwie
się poruszały. Przerażające. Dziwne. Serce biło mi tak mocno, że zrobiło mi się słabo.wydarzyło.
Mężczyzni i kobiety w ogóle mnie nie zauważyZatoczyłam się do tyłu i wpadłam na tych samych
ludzi, z którymi zderzyłam się przed restauracją. Nic się nie -li. OCały czas rozmawiali ze sobą,
dobrze się bawili. Bez mrugnięcia okiem przeszli obok demona. Rozstąpili się przed beszli mnie, [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lastella.htw.pl